czwartek, 1 października 2009
I follow the signs to clearly, and still I've fallen.
to prawda, że można zacząć na nowo.
nowa uczelnia, nowa praca, nowi ludzie.
zostawiasz błędy za sobą.
czarna gruba kreska i
tabula rasa.
teraz jesteś znów na starcie
masz czyste konto. nadzieję
i cholerne obawy, że nie sprostasz.
nie możesz znów ponieść porażki.
szkoda tylko, że ty nie jesteś też nowa.
tkwią przecież w tobie te same słabości, wady, lęki i wahania.
spotęgowane przez falowe niepowodzenia.
i znowu musisz uwierzyć.
kolejna próba
nie masz wyboru.
będziesz udawać,
uśmiechać się
spóźniać,
pracować,
czytać,
nie wysypiać,
modlić.
droga jest wyznaczona dokładnie. trasę wybierałam sama. mam idealną mapę i znaki.
dlaczego więc za każdym razem upadam?
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
the shy retirer
To ty? Nic nadzwyczajnego. I nie mów, że mam ładne włosy. Oczywiście, że są nienaturalne. Jedyne, co w sobie lubię, to one i ten kolczyk we brwi. Modyfikacje. reszta? To śmieszne.
Nie, nie pójdziemy na piwo, ani na kawę.
Nie lubię tańczyć.
Ja chyba źle znoszę towarzystwo.
Zresztą, ty przecież też tego nie chcesz.
Masz w głowie tylko moje ciało na twoim
Ewentualnie, chciałbyś widzieć mnie klęczącą przy twojej studni życia.
Nie musisz zaprzeczać
To zbędne.
Nie tylko mężczyźni myślą o seksie.
Kobiety po prostu nie są dosłowne.
Nie, nie zamierzam być twoją dziewczyną.
Wybij sobie z głowy, że kiedykolwiek zdeklaruję ci miłość. Ty też się nie waż.
To takie patetyczne, puste, oklepane.
Nie będzie długich telefonicznych konwersacji ani ciągłego czekania.
Nigdy nie będzie krępującej ciszy, ani durnych powodów do rozmów.
Nawet nie mam zamiaru poznawać ciebie i twojego życia.
Nie zostanę na noc.
Wyjdę niespostrzeżona.
To dziwne, jak ludzie postrzegają nieobecność drugiej osoby kolejnego ranka.
To jak?
nadal Ci się podobam?
piątek, 14 sierpnia 2009
More Stars Than There Are In Heaven
czasami trzeba przejść więcej niż 5km, żeby dowiedzieć się, dokąd się idzie.
usiadłam pod wierzbą na zimnej trawie i wpatrywałam się w zachodzące słońce.
mimo że utopiło się w stawie zbyt szybko, rzuciło na tafle mieniące się promienie.
odeszli zakochani, staruszkowie i wędkarze.
czarna woda lśniła od gwiazd, a może latarni.
docierały do mnie już tylko spokojne dźwięki yo la tengo.
wierzyć to znaczy chodzić po wodzie, pamiętasz?
kaczki nie jadają żelek haribo. pamiętam.
sobota, 1 sierpnia 2009
powstanie
Okej zróbmy rewolucję.
niech w końcu zrozumieją, że ich życie nie jest nic warte.
pogrążeni w pracy, w pogoni za nieosiągalnym, zatopieni w samotnej codzienności.
niech w końcu zaczną żyć,
niech odetchną
być może powiewem własnego wyboru,
bo nie wolności.
nie pozwólmy im dłużej męczyć się z własną bezsilnością,
z własną apatią, chandrą, sennością, głupotą.
nie są godni podejmować decyzji.
zawsze zbyt słabi.
żałośni.
Przegrani.
pocieszani współczuciem wyimaginowanych bliskich
uwierzyli w porażkę.
co więcej, nigdy się z niej nie podnieśli.
chcieli cierpieć,
ponieść wymierzoną samemu sobie karę,
rozkoszować się słodkim odkupieniem
nieosiągalnym.
Niech ktoś krzyknie
Niech ktoś otworzy oczy
Niech zadecyduje
Niech przerwie wreszcie ten marazm
Przecież my naprawdę chcemy
zapomnieć
zaufać
uwierzyć
żyć
niedziela, 5 lipca 2009
I forgot to remember to forget
jeśli myślisz, że znasz siebie, to jesteś w błędzie.
nawet nie jesteś w stanie siebie poznać, to nie jest do końca możliwe.
wmawiając sobie coś, w końcu, zaczynasz w to wierzyć. tak jest łatwiej.
łatwiej jest nienawidzić niż kochać?
a jeśli myślisz, że ktoś ciebie poznał,
zastanów się dobrze, czy aby naprawdę jesteś tym człowiekiem.
jesteśmy takimi, jakimi inni pozwalają nam być.
nie powinno się zapominać ludzi.
nie zapominaj więc, kim jesteś.
popełniasz błędy, czasami niewybaczalne.
nie jesteś w stanie wybrać, w kim się zakochasz,
nie musisz za to przepraszać.
ale jesteś odpowiedzialny nie tylko za siebie
ale przede wszystkich za tych, których kochasz.
dzisiaj w ciągu kilku minut zraniłam trzy osoby.
nie wierzę, że łatwiej jest nienawidzić.
czwartek, 4 czerwca 2009
Run for your Love
idziesz już coraz pewniej przed siebie. to dobrze, naprawdę mnie to cieszy.
pamiętam przecież z jakim trudem stawiałeś pierwsze kroki, po wielokrotnych upadkach.
potrzebowałeś pomocy.
otrzymałeś ją ode mnie bez chwili zastanowienia.
wtedy poczułam, że jestem ci potrzebna, jestem kimś ważnym.
osiągałam kolejne stopnie wtajemniczenia.
nie bałeś się mi zaufać.
ale widziałeś, że ty również i mi pomagasz.
dwoje zaślepionych sobą ludzi.
tylko nie mów, że mnie kochasz.
jeszcze mnie nie znasz.
jeszcze za wcześnie.
teraz przeraża mnie to zdecydowanie bardziej.
bo już nie idziemy razem równym krokiem.
próbuję za tobą nadążyć.
chwilami brakuje mi tchu i odpoczywam.
ale ty już na mnie nie czekasz jak wcześniej.
chwilami się jedynie odwracasz
sprawdzając, czy aby jestem.
nadal biegnę za tobą.
jeszcze mam siłę.
tylko, że ty już nie tęsknisz jak wcześniej
gdy człowiek przestaje tęsknić, umiera miłość.
pamiętasz mnie jeszcze?
poniedziałek, 11 maja 2009
i love you but i've chosen darkness
Tu nie chodzi nawet o samotność, o chęć zerwania z przebywania samemu z własnymi myślami. Musisz się tego nauczyć, to normalne. Nie masz wyboru. Ale jeśli nigdy nie byłeś sam, ta nauka może okazać się wyjątkowo trudna. Być może potrwa bardzo długo. Ale pewnego dnia okaże się, że jednak Ty również potrafisz być samowystarczalny. Nie potrzebujesz nikogo. Potrafisz żyć sam. I jest z tym ci całkiem dobrze. Od tej pory twoje życie, jest tylko twoje. To niesamowite uczucie niezależności uzależnia.
I wtedy może pojawić się kolejny problem. Ktoś wplącze się w twoje życie zupełnie niepostrzeżenie. Niczym łowca zastawi sidła, w które musisz dać się złapać. Bo jakże byś mógł być ostrożny, skoro sam na to czekałeś. Czekałeś na miłość. Może na taką platoniczna, romantyczną, fizyczną, nie ważne. Oczywiście, że podświadomie. Nawet przed samym sobą, wstyd ci było się do tego przyznać. Przecież TY nie potrzebujesz nikogo. NIKT cię nie obchodzi. Tylko, że teraz nagle, ktoś mówi, że jest tobą zafascynowany. Zaczyna dostrzegać w tobie same zalety i wznosić je na piedestał. Początkowo cię to nawet śmieszy. Ta cała zabawa. Myślisz sobie, zobaczymy jak długo. NIKT z nas nie jest doskonały. A na pewno nie ty. Właściwie, to gotów jesteś zmienić w sobie niemal wszystko. Więc, o co do cholery chodzi? Pewnie, że kiedyś w to uwierzysz. Co więcej, zaczniesz nawet myśleć, że to możliwe. Co gorsza, w ramach rekompensaty, będziesz dążył do stworzenia z siebie ideału. Skoro ktoś wymaga od ciebie, żebyś ty właśnie nim był. Paranoja maniakalna właśnie się rozpoczęła. Stajesz na granicy własnej osobowości, aby zaspokoić rządze, marzenia kogoś drugiego. Zresztą myślisz, że jesteś w stanie zrobić dla tej osoby wszystko. Przecież właśnie ciebie wybrała. Jesteś już tylko dla niej. Czujesz się zobowiązany do każdego poświecenia. Wmówisz nawet sobie tą cholerną miłość. Przecież wszyscy się do diabła kochają. Jak możesz się tego wyprzeć?
W pewnej chwili jednak coś zauważysz. Najprawdopodobniej wgapiając się w kaloryfer lub lampę zawieszoną pod sufitem. Bo rzeczy martwe zazwyczaj dają do myślenia. Ty przecież też jesteś już martwy.Zakuty w ramy konwenansów przepoczwarzyłeś się zgodnie z zasadami. Nie wyraziłeś żadnego sprzeciwu. Oddałeś się wręcz dobrowolnie. Zastanawiające. Nie spodziewałeś się tego. Nie możesz nawet uzmysłowić sobie momentu opętania. Tak, opętania codziennością. Nie wyrwiesz się z niej. Nie odzyskasz już siebie. Jesteś za słaby. Zawsze byłeś za słaby. Pewnie dlatego przegrałeś. Ale jest coś poza tym. Przynajmniej masz świadomość, której inni nie są w stanie dostrzec. Widzisz swoje życie w takiej perspektywie, która wydaje się ludziom obca. Masz tą możliwość spoglądania wgłąb swoich uczuć i ich analiz, o której inni nawet nie śnili. Wiesz, że jesteś wyjątkowy. Chociaż NIKT już tego nie dostrzega. Należysz bowiem do zbitej masy, od której tak zawzięcie uciekałeś.Może to sen, może to rzeczywistość. Właściwie i tak cię to już nie obchodzi. Skoro stoisz na straconej pozycji, teoretycznie już dawno przegrałeś. Ta chwila uzmysławia ci coś istotnego. To, że zdajesz sobie z tego sprawę, jest dla ciebie namiastką wolności. Widzisz wyraźnie, co cię czeka. Porażająca wizja nie wymaga żadnych zmian. W gruncie rzeczy, to też nie jest ważne. Możesz teraz spokojnie zjeść swoją miednicę pierogów.
Wtorek, 5 maja 2009r. godzina 1.37.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







